czwartek, 30 października 2014

Budowa skóry i przenikanie składników aktywnych, czyli prawdy mity i chwyty (marketingowe) cz.2

Zgodnie z obietnicą kontynuacja skórzastych pogadanek :-) . Pobawimy się troszkę w pogromców mitów :-), ale cierpliwości, wszystko po kolei :-) .
To będzie dłuuuugi post, więc może popcorn i cola do towarzystwa się przydadzą :-) .

Producenci kosmetyków bombardują nas wręcz „inteligentnymi” preparatami, o wyjątkowym i unikalnym składzie. Jednocześnie zapewniając o ich skuteczności potwierdzonej badaniami (ciężko o rzetelną publikację takich „badań”, a nie marketingowy bełkot w bardziej naukowym wydaniu)... Reklamy pokazują nam prostą czynność. Aplikujemy kosmetyk i TADA :-). Po miesiącu, może dwóch stosowania mamy spektakularny efekt ujędrnienia, napięcia, wygładzenia zmarszczek, wyszczuplenia sylwetki i szereg innych działań z zakresu „cudów na kiju” :-P . W tym przypadku nie osiągniemy deklarowanego efektu stosowaniem placebo, ani Goebbels'owską zasadą o kłamstwie...
Składnik aktywny kosmetyku ma do „przebycia” długą drogę (począwszy od warstwy rogowej, musi przebrnąć przez 4-5 warstw naskórka i błonę podstawną), zanim, zgodnie z obietnicami producenta dotrze do tkanki, w której ma zadziałać. Głównym odbiorcą związków biologicznie czynnych hipotetycznie jest skóra właściwa (a w przypadku preparatów wyszczuplających i antycellulitowych, tkanka podskórna). W teorii wszystko wygląda wspaniale, ale w praktyce już nie jest tak różowo. Na sam proces wchłaniania ma wpływ wiele czynników. Więc jak nietrudno się domyślić, tu zaczynają się „schody” dla związków aktywnych :-) .
Szczęśliwi wybrańcy preparatów kosmetycznych wnikają do wnętrza skóry na trzy sposoby. Pierwszą i najkrótszą drogą jest przenikanie przez komórki prostopadle do powierzchni skóry. Tym sposobem przedostają się jedynie najmniejsze cząsteczki. Druga droga, tzw. międzykomórkowa, zachodzi przez otaczający korneocyty cement międzykomórkowy. Przeważająca część związków przenika w ten właśnie sposób. Trzecia droga wchłaniania zachodzi przez przydatki skóry (mieszki włosowe, gruczoły potowe oraz łojowe). Ostatni sposób z racji niewielkiej powierzchni ma minimalny udział, ale umożliwia potencjalnie najgłębszą penetrację (włosy przecież „zakotwiczone” są w skórze właściwej) i przenikanie dużych cząsteczek oraz jonów.
Podstawową barierą, która uniemożliwia, bądź znacząco ogranicza wnikanie substancji w głąb skóry, jest sama struktura warstwy rogowej. Wraz z pokrywającym ją kwaśnym płaszczem lipidowym sprawnie blokuje dostęp do wnętrza skóry. Dużo zależy od grubości warstwy rogowej. Im jest grubsza, tym słabiej penetrują przez nią związki aktywne (można stosować różne peelingi, by ją ścieńczyć). Tym samym najlepsze wchłanianie następuje przez najcieńsze struktury, a mianowicie błony śluzowe (niepełny, dwuwarstwowy naskórek). Dobrą przepuszczalnością odznaczają się także okolice łojotokowe (np. skóra głowy, ze względu na dużą ilość mieszków włosowych oraz gruczołów łojowych). Najsłabiej związki przenikają zaś przez skórę dłoni i stóp, ze względu właśnie na obszerną warstwę rogową. Ponadto z wiekiem dochodzi do pogrubienia terminalnej warstwy naskórka, a co za tym idzie, zmniejsza się przepuszczalność skóry dla składników aktywnych. Także pewne jednostki chorobowe (np. łuszczyca) i dermatozy (egzemy) mają bezpośredni wpływ na przenikanie, gdyż doprowadzają do pogrubienia, bądź uszkodzenia bariery hydro-lipidowej.
Przez warstwę rogową mogą przeniknąć tylko związki o niewielkim ciężarze (najlepiej 500-1000 Da (Daltony), maksymalna masa cząsteczkowa nie może przekraczać 3000 Da). Staje się to przeszkodą nie do przeskoczenia dla większości składników aktywnych, których gabaryty i masa są znacząco większe.
Produkty kosmetyczne zawierają cały szereg związków chemicznych o różnej budowie, co warunkuje ich biodostępność i przenikanie (bądź nie) przez określone warstwy skóry.
Część składników receptury kosmetycznej stanowią związki okluzyjne, których zadaniem jest utworzenie filmu na powierzchni skóry, zapobiegając ucieczce wody z głębszych warstw naskórka (wosk pszczeli, parafina, wazelina, cerezyna, olej mineralny, silikony). Przedstawiciele tej grupy mogą utrudnić wnikanie innych związków w głąb skóry.
Zdecydowanie ułatwioną penetrację mają substancje, które rozpuszczają się w tłuszczach. Głównie chodzi tu o powinowactwo do cementu międzykomórkowego. Jednak im bardziej „tłuszczolubna” substancja, tym trudniej będzie się jej przedostać w głąb skóry, gdyż tam przeważa środowisko wodne. Związki takie w recepturze doczekały się swojej nazwy. Są to emolienty, które podobnie jak związki okluzyjne, zapobiegają nadmiernej utracie wody z naskórka. Dodatkowo zaś wpływają na polepszanie przenikania innych składników aktywnych. Zaliczamy do nich związki, które modyfikują skład cementu międzykomórkowego i uszczelniają go (oleje roślinne- zwłaszcza te bogate w omega-3 i omega-6, oleje odzwierzęce- skwalen, kwasy tłuszczowe, cholesterol). Działanie tych substancji oprócz wspomnianych plusów ma także minusy. Zakotwiczenie emolientu w warstwie rogowej uniemożliwi przeniknięcie go w głąb do żywych warstw naskórka (tam jest już środowisko wodne, a co za tym idzie pożądane są substancje w niej rozpuszczalne). Idealnym rozwiązaniem jest, jeżeli związki mają budowę amfifilową, czyli wykazującą zdolność niepełnego rozpuszczania w środowisku tłuszczowym, jak i wodnym (substancje takie to ceramidy oraz fosfolipidy np. lecytyna).
Związki, które wykazują powinowactwo do wody, dużo trudniej penetrują przez górne warstwy naskórka, ale za to w nagrodę :-) wnikają w jego głąb (po przedarciu się przez martwą część skóry rzecz jasna). Ich przenikanie rośnie się wraz ze zwiększeniem stopnia uwodnienia warstwy rogowej. Z racji swojej budowy dążą do środowiska wodnego, które znajduje się w żywych warstwach naskórka. Do tej grupy związków zaliczamy tzw. humektanty. Są substancjami higroskopijnymi, które wiążą i zatrzymują wodę w naskórku (w recepturze stosuje się je w połączeniu z emolientami i związkami okluzyjnymi, gdyż same mogą przesuszyć skórę, wyciągając wodę z głębszych jej warstw). Do związków tej grupy zaliczamy: hydrochinon, nadtlenek benzoilu, mocznik (do 10%), kwas mlekowy (max. stężenie 4-5%) alginian sodu, glikol propylenowy (na niego trzeba uważać, genialnie się wchłania, wywołując dużo niepożądanych skutków ubocznych m.in. podrażnia skórę, u mnie odpada, wywołując silną reakcję alergiczną w postaci wyprysku kontaktowego) glicerol, sorbitol.
Ponadto w recepturze stosuje się substancje, które polepszają proces wchłaniania związków aktywnych, zmniejszając funkcje obronne skóry. Są to tzw. promotory przejścia przeznaskórkowego, których działania polegają na:
  • Tworzenie mikrotuneli przez długotrwałe działanie wody na warstwę rogową, przez które przeniknąć mogą substancje aktywne;
  • Ścieńczeniu grubości warstwy rogowej;
  • Zwiększeniu stopnia uwodnienia keratyny;
  • Wymywaniu lipidów cementu międzykomórkowego znacząco poprawiające wchłanianie bazy kosmetyku;
  • Rozluźnianiu połączeń między korneocytami;
  • Zastosowanie gliceryny, która zwiększa płynność cementu międzykomórkowego, ułatwiając tym samym wchłanianie małych cząsteczek rozpuszczalnych w środowisku wodnym poprzez rozsunięcie struktur cementu.
Najczęściej stosowane promotory to: glikol propylenowy, wspomniana gliceryna, kwas glikolowy, salicylowy, mlekowy, cytrynowy, kwas hialuronowy, kwasy tłuszczowe, mentol i jego pochodne, skwalen, flawonoidy, olejki eteryczne, alkohole, polialkohole, sulfotlenki.
By polepszyć wchłanianie związków aktywnych składniki zamyka się w tzw. nośnikach. Najbardziej znaną formą nośników są liposomy, ale ten dział doczeka się osobnego posta :-). Ogólnie napiszę tylko, że liposomy są obrazowo wyjaśniając „kuleczkami” :-) o wielkości 100-250nm (mniejszych nie stosuje się w kosmetyce, gdyż przenikają do naczyń krwionośnych). Otacza je błona zbudowana z dwuwarstwy lipidowej, rozpuszczalna w tłuszczach, więc łatwo wnika do cementu warstwy rogowej. Liposomy w swym wnętrzu transportują związki o powinowactwie do środowisk wodnych, które same nie byłyby w stanie, w aktywnej formie, wniknąć do wnętrza skóry. Są również idealnym transporterem dla wrażliwych składników, które łatwo ulegają np. utlenieniu. Najczęściej w liposomach transportowane są aminokwasy, cukry proste, D-panthenol, wyciągi roślinne, mocznik, witaminy, koenzym Q10. Tym samym składniki te pokonują barierę warstwy rogowej.

Na koniec słów kilka o najczęściej stosowanych składnikach aktywnych kosmetyków i ich skuteczności:
- Kolagen- białkowy element skóry właściwej. Jako składnik preparatów kosmetycznych nie ma zdolności penetrowania w głąb naskórka. Spowodowane jest to zbyt dużą cząsteczką (długi, rozgałęziony łańcuch). Ma właściwości higroskopijne, które dodatkowo uzupełniają działanie opisywanych wyżej okluzyjnych i emolientowych składowych kosmetyku, które w efekcie dają uczucie nawilżenia i gładkości skóry. Nie zmienia to jednak faktu, że pozostaje na powierzchni skóry (bez względu na to czy to kolagen roślinny, czy wyizolowany z ryb). Przenikanie składowych i wyizolowanych z kolagenu fragmentów białkowych to już nie to samo, co stwierdzenie, że przenika cała cząsteczka!!! Chwyt marketingowy :-).
-Elastyna- wraz z poprzednikiem buduje warstwę siateczkową skóry właściwej. W kosmetykach stosuje się ją w formie hydrolizatu (hydroliza to rozpad białka pod wpływem wody) zawierającego wolne aminokwasy oraz krótkołańcuchowe peptydy (czyli nie zawiera już elastyny jako całości, a jej składowe), których masy cząsteczkowe wahają się między 400 a 40000 Da. Jak więc wywnioskować można z całej lektury cząsteczki o masie do 3000 Da mogą przeniknąć przez warstwę rogową. W głąb skóry mogą penetrować jedynie najmniejsze cząsteczki i to przy obecności promotorów, jednak nie oszukujmy się, przenikną aminokwasy (jeżeli zamknięte są w liposomach, same mają bardzo znikome zdolności pokonywania bariery skóry, ze względu na nierozpuszczalność w tłuszczach), bądź niewielkie fragmenty peptydowe, nie zaś całe białko elastyny. Tu sytuacja jest identyczna jak z kolagenem, samo białko ma za dużą cząsteczkę. Nie można więc powiedzieć, że elastyna przenika, gdyż to byłoby niezgodne ze stanem faktycznym. Kolejny, ładny chwyt marketingowy :-).
-Biologicznie czynne peptydy- stanowią wciąż obiekt rozlicznych badań, aczkolwiek dotychczasowe wyniki i skuteczność są obiecujące :-). Są to krótkołańcuchowe białka, o niskiej masie cząsteczkowej, które wykazują zdolność przenikania w głąb naskórka docierając do skóry właściwej (pożyjemy zobaczymy :-P). Dzielą się na 3 grupy: peptydy sygnałowe (najczęściej to fragmenty izolowane z kolagenu i elastyny np. SYN-COLL), neuropeptydy (np. Argirelina, SYN-AKE) oraz peptydy transportowe (np. GHK-Cu).
-Witaminy A, E- są witaminami rozpuszczalnymi w tłuszczach. Penetrują aż do skóry właściwej i naczyń krwionośnych. Najczęściej są zamknięte w formie np. liposomów, które zabezpieczają ich trwałość i ułatwiają wnikanie.
-Witamina C- jest rozpuszczalna w wodzie i diabelnie labilna w czystej postaci, dużo lepsza w użyciu jest jej trwała postać, np. palmitynian askorbylu, (osobiście nie kupuję produktów z czystą witaminą C, gdyż jest tak nietrwała, że nawet po największym stężeniu, na krótko po otwarciu, nie zostanie śladu, jeżeli nie zostanie odpowiednio utrwalona). Również przenika w głąb skóry, transportowana w formie liposomowej.
-Koenzym Q10- związek o działaniu zbliżonym do witaminy E. Działa przeciwzmarszczkowo. Stosuje się go w formie zamkniętej w liposomach i stężeniach 2-6%. Przenika przez skórę.
-Kwas hialuronowy- cudowny składnik o właściwościach higroskopijnych, który wywołuje wiele emocji :-). Mamy kwas wielkocząsteczkowy, o wielkości cząsteczek 1 MDa (okrągły milion Daltonów :-)), więc logiczne, że nie może przeniknąć przez warstwę rogową naskórka. Tworzy na powierzchni skóry film, zwiększając miejscowe uwodnienie warstwy rogowej. Jest przez to promotorem :-) dla wnikania innych związków w głąb skóry. Drugim rodzajem jest kwas małocząsteczkowy, o średniej masie cząsteczkowej 0,5 MDa, więc jego działanie pokrywa się z poprzednikiem. Wyróżnia się także kwas małocząsteczkowy typu SLMW (Super Low Molecular Weight), który charakteryzuje się średnią masą 4000-20000 Da. Producenci zapewniają, że przenika on do skóry właściwej. JA powiem tyle, kwas hialuronowy działa :-), podany podskórnie, bądź śródskórnie, w iniekcji :-) (mezoterapia igłowa, mikroigłowa).

Składniki, które wnikają do powierzchniowych warstw naskórka (pisałam o nich już wcześniej, ale jeszcze raz powtórzę): gliceryna, glikol propylenowy (UWAGA PODRAŻNIA), D-panthenol, mocznik, kwasy AHA (glikolowy, mlekowy, cytrynowy) i BHA (kwas salicylowy) plus składniki wspomniane przy liposomach (wnikają do skóry właściwej).
Oczywiście wnikają też inne składniki kosmetyków, z grupy absolutnie niepożądanych, jak konserwanty, stabilizatory emulsji i emulgatory, które genialnie przenikają przez naskórek do skóry właściwej, często dostając się do krwioobiegu, a co za tym idzie wywołują działanie ogólne (podrażnienia, uogólnione alergie ,itp)...
Więc na pytanie czy składniki kosmetyków działają? Odpowiem, działają, tylko nie zawsze te i nie zawsze tak, jak byśmy sobie tego życzyli i jak wmawiają nam ich producenci...

Źródła:
Marzec A., Chemia kosmetyków, Wyd. Dom Organizatora, Toruń 2005.
Martini M.C., Kosmetologia i farmakologia skóry Redakcja naukowa wydania polskiego Waldemar Placek, Wydawnictwo Lekarskie PZWL, Warszawa 2008.
Zoe Diana Draelos, Kosmeceutyki, Urban& Partner, Wrocław 2011.
Glinka R., Receptura Kosmetyczna, Oficyna wydawnicza MA, Łódź 2008.
www.biochemia.pl

sobota, 25 października 2014

Budowa skóry i przenikanie składników aktywnych, czyli prawdy mity i chwyty (marketingowe) cz.1

Jak wszyscy wiemy, skóra stanowi zewnętrzną „pokrywę” naszego ciała, o powierzchni 1,5-2m2 i zróżnicowanej grubości, w zależności od okolicy ciała. Ponieważ jest to tkanka, która „kontaktuje” się ze środowiskiem zewnętrznym, musi być odpowiednio przystosowana do takowego „kontaktu”, by, w telegraficznym skrócie, nie doszło do zaburzenia równowagi organizmu, czyli homeostazy.
Niestety, nie obejdzie się bez odrobiny teorii, gdyż poznanie budowy skóry, znacząco ułatwi zrozumienie zmian w niej zachodzących. Ze swojej strony dołożę wszelkich starań, by nie był to nudny elaborat, bo długi będzie na pewno :-) .
No to Zaczynamy :-) (-:
Skóra zbudowana jest z 3 warstw, zaczynając od najgłębiej położonych: tkanka podskórna, skóra właściwa oraz naskórek.

Tkanka podskórna, czyli to, czego tygryski nie lubią najbardziej, a mianowicie zraziki komórek tłuszczowych oddzielone tkanką łączną. Zawdzięczamy jej m.in. fałdki, wałeczki, „boczki”, cellulit :-) . Jednak mimo niemiłych skojarzeń, warstwa ta pełni istotną rolę, gdyż stanowi ochronę przed uszkodzeniami mechanicznymi, w tym także dla narządów wewnętrznych. Jest izolatorem, zabezpiecza organizm przed niskimi temperaturami. O samej tkance tłuszczowej, bardziej szczegółowo, w innym poście, przy opisywaniu cellulitu. Grubość tej warstwy jest zróżnicowana i zależna od budowy ciała, jego okolicy, płci oraz „stopnia odżywienia” :-).
Następna w kolejności jest skóra właściwa, czyli „adresat marzenie” dla większości składników aktywnych zawartych w preparatach kosmetycznych. Od jej struktury zależy młody i zdrowy wygląd naszej skóry. Prawidłowo tkanka w ok. 60- 70% składa się z wody (związanej w różnych strukturach), czemu zawdzięcza swe napięcie (spadek stopnia uwodnienia zmniejsza napięcie). Skórę właściwą cechuje bogate unaczynienie, unerwienie oraz obecność przydatków (włosy, gruczoły potowe i łojowe). Zbudowana jest z dwóch warstw, leżącej głębiej warstwy siateczkowej oraz sąsiadującej z naskórkiem warstwy brodawkowej. Warstwa siateczkowa swą nazwę zawdzięcza charakterystycznemu układowi włókien białkowych (m.in. kolagenowych i elastynowych), które odpowiadają za jędrność i sprężystość skóry. Także w tej warstwie znajdują się słynne już chyba fibroblasty, które wszyscy producenci kosmetyków chcieliby pobudzać do pracy, gdyż to one właśnie produkują „podzespoły” dla wspomnianych wyżej włókien. Wiadoma rzecz, im gęstsze utkanie sieci kolagenowo- elastynowej, tym lepsza podpora dla skóry, sprężystość i jej młodszy wygląd :-) . Druga z wspomnianych wcześniej warstw, a mianowicie brodawkowa stanowi falistą granicę skórno- naskórkową. By łatwiej było wizualizować :-) niżej załączam foto :-).

Kształt owej granicy warunkują wpuklenia skóry właściwej do naskórka, czyli tzw. brodawki, między którymi znajdują się wpuklenia naskórka do skóry właściwej, zwane wdzięcznie soplami.
Idąc dalej ku górze docieramy do naskórka. Składa się on z 4 (miejscami 5-ciu) warstw. Zaczynając od najgłębiej położonej wyróżniamy warstwę: podstawną (zawierającą najwięcej wody w swym składzie), kolczystą, ziarnistą (warstwa dodatkowa zwana „jasną” występuje głównie w obrębie podeszw stóp i dłoniowych częściach rąk) oraz rogową (zawiera najmniej wody).
Warstwa podstawna jest pierwszą z warstw naskórka. Usytuowana na błonie podstawnej, która wraz z warstwą brodawkową skóry właściwej, stanowi opisaną wyżej barierę skórno- naskórkową. Wracając jednak do samej warstwy podstawnej. Jest to rząd żywych komórek, który przez nieustające podziały, stanowi istotę procesu regeneracji. Tym samym wszelkie rany i skaleczenia nie przekraczające głębokością tej warstwy, ustąpią bez pozostawienia blizny (dopiero ubytki sięgające skóry właściwej pozostawiają blizny), gdyż komórki dzięki podziałom i ciągłemu ich wypiętrzaniu doprowadzą terminalnie do złuszczenia uszkodzonych warstw (przebarwienia to już całkiem inna historia, gdyż związane są z zaburzonym funkcjonowaniem melanocytów czyli komórek barwnikowych, które odpowiedzialne są za proces produkcji i rozmieszczenia pigmentu, ale o tym będzie odrębny post). Całość procesu odnowy komórek naskórka trwa ok. 26-28 dni i nosi ładną i modną (lubimy przecież zapożyczenia :-P) nazwę TURN OVER TIME (jest to czas jaki upłynie od przejścia komórki z warstwy podstawnej do rogowej i jej złuszczenia się). Jak już wspomniałam, na poziomie warstwy podstawnej zachodzą podziały komórek naskórka, więc wszelkie zaburzenia w jej obrębie odbiją się na zdolnościach regeneracyjnych skóry.
Druga w kolejności jest warstwa kolczysta, pozostająca w ścisłym połączeniu ze swą poprzedniczką. Tworzy ją kilka rzędów komórek, które ulegają spłaszczeniu w kierunku ku górze. To także warstwa żywa, co oznacza, że komórki posiadają jeszcze jądra komórkowe.
Proces właściwej keratynizacji (inaczej rogowacenia, polegający na obumieraniu komórek i wypełnianiu ich wnętrza białkiem, zwanym keratyną) rozpoczyna się wraz z warstwą ziarnistą, czyli pierwszą martwą warstwą naskórka. Komórki zmieniają kształt na wrzecionowaty, ulegając dalszemu spłaszczeniu.
Warstwę jasną ze względu na jej lokalizację delikatnie pominiemy :-) . Wspomnieć tylko należy, że jest ona odpowiedzialna za zaburzenia rogowacenia, czego efektem są hiperkeratozy (miejscowo nadmierne narastający naskórek, wyraźne jego pogrubienie) na stopach, rzadziej na dłoniach.
Terminalną „pokrywę” naskórka stanowi sławna warstwa rogowa i na niej się teraz skupimy. Posiada komórki, zwane mądrze korneocytami, ułożone w kilkunastu warstwach. W głębszym położeniu są ściśle upakowane w sposób dachówkowaty, zaś im bliżej ku górze, ich połączenia ulegają rozluźnieniu, a same komórki złuszczają się. Przestrzenie między korneocytami wypełnia tzw. cement międzykomórkowy, który jednocześnie spaja je ze sobą. Wspomniany cement (mieszanina związków o charakterze lipidowym) wraz z sebum (wydzielina gruczołów łojowych, która zalega na powierzchni naskórka, odpowiedzialna za „świecenie” się skóry) stanowi barierę hydrolipidową naskórka, chroniąc tym samym przed wniknięciem nieproszonych gości do wnętrza organizmu (bardzo istotne w przypadku obrony przed mikroorganizmami jest także kwaśne pH skóry na poziomie 4,2-5,6). Bariera ta jest nieprzepuszczalna dla wody (dotyczy to jej przenikania ze skóry do środowiska, jak i odwrotnie, dlatego nie chłoniemy wody jak gąbka w czasie kąpieli :-) ). Jako grupa związków natłuszczających, spowalnia proces złuszczania się komórek warstwy rogowej i chroni przed czynnikami atmosferycznymi, takimi jak wiatr, promienie UV czy mróz. W przypadku niedoboru lipidów cementu międzykomórkowego, mamy do czynienia ze skórą wrażliwą, szorstką i suchą (rozszczelnienie i osłabienie bariery, wpływa na zwiększoną utratę wody z naskórka).

Ufff... :-) najtrudniejsze za nami :-) teraz już pójdzie z górki. Kontynuacja posta jest już w drodze :-), a w nim co nieco o wchłanianiu się substancji aktywnych z preparatów :-) czyli obalamy trochę mitów-chwytów marketingowych :-) .


Źródła:
Martini M.C., Kosmetologia i farmakologia skóry Redakcja naukowa wydania polskiego Waldemar Placek, Wydawnictwo Lekarskie PZWL, Warszawa 2008.
Sawicki W., Malejczyk J., Histologia, Wydawnictwo Lekarskie PZWL, Warszawa 2012.

czwartek, 23 października 2014

Makijaż w czasie leczenia chemioterapeutykami, czyli nie ma rzeczy niemożliwych :-)

Skóra po cytostatykach jest przesuszona, podrażniona, często się łuszczy. Nierzadko towarzyszą jej stany zapalne i świąd. Twarz staje się odbiciem lustrzanym samopoczucia, które niejednokrotnie pozostawia wiele do życzenia. Obecne cienie pod oczami stają się bardziej wyraźnie, o ciemniejszym zabarwieniu (moje zmieniły kolor z delikatnie fioletowego, który był efektem prześwitującej sieci naczyń krwionośnych na ciemny brąz, który zresztą został mi po dzień dzisiejszy, tylko po zakończeniu leczenia stracił nieco na intensywności). Co do kolorytu cery, słyszałam wiele opinii o jego zmianie na tzw. „niezdrowy wygląd”, dla mnie nie ma tu reguły, dużo zależy od pielęgnacji i stanu skóry przed leczeniem. Moja twarz nie zmieniła zabarwienia niczym kameleon :-), tylko zbladłam, więc myślę, że to bardziej kwestia zmęczenia (po kilku nieprzespanych nocach zawsze wygląda się nieciekawie :-P), podpuchniętych, bądź mocno podkrążonych oczu „fałszuje” ogólny obraz kolorytu skóry.
  Chemioterapeutyki na swojej drodze nie oszczędzają również włosów. W zależności od ich rodzaju i przyjmowanej dawki leków dochodzi do przesuszenia, przerzedzenia, bądź nawet utraty włosów (nie tylko na głowie ale w obrębie całego ciała). Szczególnie wrażliwe są włosy na łuku brwiowym oraz rzęsy, one w zasadzie nigdy nie wychodzą bez szwanku w czasie leczenia. Ja w trakcie leczenia nie straciłam całkiem swoich ukochanych rzęs, owszem przerzedziły się, ale jednak dzielnie się trzymały na swoim „miejscu”. Jednak nie ukrywam, że zawdzięczam ich stan w owym czasie odżywce Revitalash (całe życie miałam długie rzęsy, więc nie miałam okazji stosować jej wcześniej). Testując na sobie (czego zdecydowanie nie polecam) odkryłam, że rzęsy mi po prostu nie wypadały w takiej ilości jak reszta włosów na głowie i ciele. Nie jest to regułą i nie oznacza, że dla każdego będzie to zbawienne. Ponadto producent zdecydowanie odradza stosowania odżywki w czasie trwania leczenia i bez konsultacji z lekarzem (nikt przecież nie testował preparatu na pacjentach leczonych cytostatykami, to logiczne). Z brwiami, mimo Revitalash (wtedy nie było jeszcze wersji RevitaBrow, co nie oznacza, że mogłoby być inaczej), było gorzej, gdyż prześwity miejscami były dość znacznie, ale nie było to dla mnie dramatem, bo od czego są kosmetyki. Z założenia przecież dla większości mężczyzn i części kobiet kosmetyka kolorowa jest oszukiwaniem natury :-) . W tym przypadku jak najbardziej należy oszukać tą polekową naturę :-) .
Nie jest moim celem wypunktowanie całego makijażu krok po kroku, a jedynie pewne triki, które mogą ułatwić i ulepszyć sam make-up, bo wiem, że czasami nie jest to zadanie lekkie, łatwe i przyjemne. Pierwszym problemem może stać się tak prozaiczna czynność, jak nałożenie podkładu. Często zdarza się, że skóra nie chce współpracować, a fluid po nałożeniu, zachowuje się jakby się „ważył”. Warto wówczas spróbować nałożyć go nie palcami (najczęstszym błędem przy skórze łuszczącej się, jest aplikacja podkładu jak kremu, czyli "wmasowanie" kolistymi ruchami), a gąbeczką, bądź pędzlem, delikatnie wklepując w skórę, nie pocierając (ruchy trące spowodują „rolowanie” łuszczącego naskórka oraz warstwy produktów które nakładamy). Zbawienne bywa także dodanie do sprawdzonego podkładu odrobiny naszego kremu pielęgnacyjnego. Można również przed nałożeniem podkładu zastosować bazę wygładzającą i przedłużającą trwałość fluidu, ale zdecydowanie odradzam stosowania jej na co dzień (silikony obecne praktycznie we wszystkich bazach często stają się przyczyną wyprysków, część składników baz działa także alergizująco). Odradzam także podkłady matujące (lubią przesuszać) oraz mocno kryjące, gdyż mają tendencję do podkreślania suchej, łuszczącej się skóry i zbierania się w załamaniach. Lepszym rozwiązaniem jest lekki podkład rozświetlający.
Prawdziwe cuda, zdziała korektor nałożony na cienie pod oczami i na górną powiekę (może być użyty zamiast bazy pod cienie- gdyż bazy przeważnie nie mają pigmentu, są transparentne, a skóra na górnej powiece często utkana jest widoczną siecią naczyń krwionośnych, które pogłębiają zmęczony „look”). Korektor powinien być stricte dostosowany do tej wrażliwej okolicy, by nie obciążać i nie przesuszać cienkiej skóry wokół oczu (czasami jednak potrzebne jest większe krycie, gdyż zwykły Concealer nie jest w stanie zatuszować cieni). Makijaż oka jak zwykle dostosowujemy do okazji i upodobań nie ma tu ograniczeń :-).
Gdy mamy już wyrównany i „zdrowy” koloryt, warto dodać makijażowi trochę „rumieńca”. Nie zapominajmy więc o różu :-). Ustom także nadajmy ciepły i subtelny kolor, by nie zostawały w „tyle” :-) .
Najbardziej problematyczną strefą w makijażu bywają brwi oraz rzęsy, a w zasadzie ich deficyt, bądź brak. Nie ma jednak co się smucić, gdyż nie istnieją sytuacje bez wyjścia :-).
Skupimy się teraz na brwiach. Są rozwiązania zarówno dla przerzedzonych brwi wymagających jedynie zagęszczenia, bądź uzupełnień częściowych, jak i dla uzupełnień całkowitych (omawiane są tylko produkty kosmetyczne, nie zabiegi trwałe jak makijaż permanentny):
  • Cień do brwi- do uzupełnienia niewielkich ubytków.
  • Cień kremowy do powiek Maybelline New York Color Tattoo (w kolorze Taupe, jedyny odcień nadający się do moich brwi)- produkt idealny do uzupełnień częściowych.
  • Kredka do brwi- możliwe jest wykonanie uzupełnienia całościowego, ważne jednak, by produkt był wodoodporny :-).
  • Divaderm Eyebrow Extender „Brwi w Butelce”- produkt ma konsystencję cieni do powiek. Oprócz mikro-włosków posiada pigment, więc od razu może przyciemnić brwi, lepszy do uzupełnień przerzedzonych brwi niż do uzupełnień całkowitych.
  • Talika Eyebrow Extender- produkt w formie żelu z mikro- włoskami, które bardzo sprytnie przytwierdzają się, zarówno do naszych brwi, jak i skóry, umożliwiając stworzenie bardzo naturalnego efektu (przy dużych ubytkach brwi, jego aplikacja jest dość czasochłonna i wymaga precyzji, ale jest wykonalna). Można nakładać preparat na własny pędzelek, pomocne przy uzupełnieniach np. dystalnej części brwi.


  • Aqua Brow firmy Make Up For Ever- wodoodporna farbka, która umożliwia uzupełnienia częściowe metodą piórkową (jak w makijażu permanentnym włos po włosie), jak i uzupełnienia całkowite. Wymaga odrobiny wprawy, zwłaszcza przy włoskowych uzupełnieniach częściowych.
  • Vipera Mineral Brow Eye Liner- wodoodporny eyeliner do brwi, do uzupełnień częściowych jak i całościowych (polecam użytkowanie innego pędzelka zwłaszcza do częściowych ubytków, ten dołączony w zestawie jest mało precyzyjny).
  • Henna- w wersji proszkowej (nie żelowej) mocno chwyta nawet drobny meszek na łuku brwiowym i barwi skórę, co stanowi jej plus przy uzupełnieniach całkowitych, jednak zdecydowanie polecać ją można do uzupełnień częściowych, gdyż całościowo daje mało naturalny efekt.

W przypadku rzęs mamy zdecydowanie mniejsze pole do popisu. Generalnie nie polecam tuszowania i tak osłabionych leczeniem włosków na co dzień, lecz na większe wyjścia. Ja w "dni powszednie" :-) nosiłam dość ozdobne okulary „zerówki” które odwracały uwagę od „nagich” rzęs :-).
  • Odżywka bezbarwna- nie usztywnia i nie obciąża rzęs, a dodaje im sprężystości, nie wymaga demakijażu, podkreśla włoski, sprawiając, że stają się bardziej wyraziste.
  • Divaderme Lash Extender- rzęsy w butelce- mikrowłókienka zawarte w produkcie faktycznie sprawiają wrażenie gęstszych rzęs, jednak trzeba dobrze wyczesywać włoski przy tuszowaniu, gdyż łatwo się sklejają. Polecam na większe wyjścia, bądź już po zakończeniu leczenia.
  • Rzęsy na pasku- idealne dla osób z dużym deficytem lub całkowitym brakiem rzęs. Najlepsze na cienkim bezbarwnym pasku, bądź cienkiej żyłce, ze względu na łatwiejsze zamaskowanie linii mocowania. Nie zapominajmy, że nie będzie tu warstwy rzęs naturalnych poprzedzających doklejone, stąd tak ważne jest maskowanie łączenia, by dopracować efekt wizualny. Rzęsy lepszej jakości umożliwiają kilkukrotne ich użycie. Warto wybrać rzęsy o naturalnym efekcie, nie przerysowane, gdyż chcemy zaznaczyć ich obecność i podkreślić oko, a nie skupić na nich całą uwagę.
  • Henna rzęs- dla osób z przerzedzonymi włoskami, dla podkreślenia oka. Dobre rozwiązanie, by nie malować ich na co dzień. Nie dla mocno osłabionych włosów.
  • Na co dzień również wystarczy delikatne zaznaczenie  ciemniejszym cieniem (np. brązowym) linii rzęs by oko nabrało innej „oprawy” :-)

Jak widać, nie taki diabeł straszny :-) i jak już pisałam, nie ma sytuacji bez wyjścia. Jeżeli makijaż ma wpłynąć na poprawę nastroju i samopoczucia, to nie ma się co nawet zastanawiać, tylko kosmetyki 
w dłoń i do dzieła miłe Panie :-).

środa, 22 października 2014

Wpływ chemioterapii na skórę i jej pielęgnacja...





Mimo zwiększającej się liczby osób borykających się z chorobami nowotworowymi ciężko jest znaleźć skompilowany artykuł prawidłowej pielęgnacji skóry w trakcie przyjmowania chemioterapeutyków. Stąd mój pomysł. Z racji faktu, że sama przez to przeszłam, stoję z tej drugiej strony, więc mój wywód nie będzie czystym teoretyzowaniem. Dodatkowym plusem przy pisaniu posta jest fakt, że z wykształcenia jestem kosmetologiem, więc co nieco o skórze wiem :-). 
Życzę przede wszystkim, mam nadzieję, przydatnej lektury :-)
No to zaczynamy (miejscami jest trochę poważnie i "książkowo", ale pewnych rzeczy nie da się obejść :-) ).
Leczenie przeciwnowotworowe w postaci ogólnego przyjmowania cytostatyków w mniejszym, bądź większym stopniu odbija się na skórze. Duże znaczenie ma tutaj stan naszej zewnętrznej ”pokrywy ciała” przed leczeniem, osobnicza wrażliwość, przyjmowane dawki chemioterapii oraz czas trwania leczenia.
Chemioterapia upośledza funkcjonowanie układu immunologicznego organizmu. Nie oszukujmy się nie jest to leczenie celowane wyłącznie w komórki nowotworowe :-( . Jak podają liczne źródła, najczęstszymi spośród skutków ubocznych leczenia ogólnego są:
  • nadmierne przesuszenie- w warstwie rogowej naskórka brakuje ceramidów i fosfolipidów, przez co dochodzi do jej rozszczelnienia, co z kolei skutkuje zwiększoną utratą wody w naskórku (zwiększa się tzw. TEWL (Transepidermal Water Loss)),
  • podrażnienie
  • zaczerwienienie
  • zwiększona tendencja do zakażeń (grzybiczych, bakteryjnych jak i mieszanych). Jest spowodowana bezpośrednio ogólnym spadkiem odporności
  • pojawienie, bądź nasilenie zmian trądzikowych. Głównie związane z długotrwałym przyjmowaniem cytostatyków oraz ogólnych leków steroidowych. Przyczyn należy upatrywać w zaburzonym funkcjonowaniu obronnym skóry oraz zmianą składu naturalnej flory bakteryjnej (przy braku odporności nie trudno o nieproszonych gości).
Osoby ze skórą wrażliwą, suchą i alergiczną, mogą obserwować znaczące pogorszenie się jej stanu. Ze swojej strony chciałabym dodać także, jako skutek uboczny leczenia, zwiększenie ilości skórnych reakcji alergicznych (czy to w wyniku kontaktu bezpośredniego z kosmetykiem, czy reakcji krzyżowych w przypadku alergii pokarmowych). Przed podjęciem leczenia nie byłam alergikiem, miałam jedynie wrażliwą, skłonną do podrażnień skórę. Alergie same w sobie są wynikiem zaburzonego rytmu pracy układu immunologicznego, jednak po zakończonym leczeniu, skłonność do uczuleń została :-( (a to już prawie dwa lata minęły).
Cały powyższy obraz przekłada się na wzrost częstotliwości do tworzenia stanów zapalnych, utrudniony proces regeneracji skóry (dla mnie bardzo pomocna była maść LINOMAG oraz kremy z firmy A-DERMA z wyciągiem z owsa), jej łuszczenie (czasami na tyle uporczywe, że ciężko się pomalować) oraz świąd.
Skóra osób dotkniętych chorobą nowotworową wymaga szczególnej i specjalistycznej troski (nie mam tu na myśli wyłącznie skóry twarzy, lecz całej powierzchni ciała :-P). Najistotniejsza jest tu codzienna pielęgnacja, którą możemy wzbogacać o zabiegi w gabinetach kosmetycznych (tak, tak gabinety kosmetyczne tez mogą nam zaoferować co nieco, pod warunkiem, że mają kompetentny personel). W ciągu kilku lat można zaobserwować wzrost liczby salonów urody, które poszerzyły swoją ofertę o zabiegi dla osób leczonych onkologicznie (jednak stan wiedzy branży kosmetycznej wciąż nie jest wystarczający).
Jak już wcześniej wspomniałam najważniejsza jest domowa pielęgnacja, gdyż jedynie regularne dostarczanie skórze niezbędnych składników (począwszy od odpowiednio dobranych preparatów do kąpieli, przez mydła, balsamy i kremy) może przyczynić się do poprawy jej stanu.
W dobie dzisiejszych czasów, gdzie jest ogromna gama preparatów pielęgnacyjnych konsument stoi przed nie lada wyzwaniem, by dobrać coś dla siebie. Idealnym rozwiązaniem byłaby tu znajomość receptury form kosmetyku i związków wchodzących w skład kremu. By jednak choć trochę ułatwić zadanie postaram się przybliżyć i „oswoić” składniki, na które warto zwrócić uwagę :-).
Preparaty dla osób po chemioterapii powinny mieć prosty skład. Recepturę pozbawioną zapachu, sztucznych barwników, drażniących detergentów (takich jak SLS i jego pochodne) oraz osławionych ostatnimi czasy konserwantów (ja nie mogę używać preparatów zawierających Parabeny pod każdą postacią oraz DMDM Hydantoin- doszłam do tego jednak metodą prób i błędów, testując na sobie). Istotnym elementem w recepturze kosmetyku, dla osób przyjmujących cytostatyki, są filtry przeciwsłoneczne zarówno UVA, jak i UVB (minimum SPF15, niższych nie ma co stosować, gdyż tak naprawdę praktycznie nie działają).
Co do składu, podejściem zdroworozsądkowym :-) należy skórze dostarczyć składników, których ma deficyt, by przywrócić jej zdolności regeneracyjne i obronne. Zwracajmy szczególną uwagę na kremy przeznaczone dla skór wrażliwych, alergicznych i atopowych, tzw. emolienty, gdyż mają one dużo składników o działaniu okluzyjnym (uszczelniającym warstwę rogową naskórka), regenerującym, nawilżającym oraz łagodzącym podrażnienia. Produkty te z reguły pozbawione są alergizujących środków zapachowych (niestety walory zapachowe kosmetyków stają się często także ich wadą, gdyż wywołują najwięcej reakcji alergicznych) i utrwalających recepturę preparatu. Nie sugerujmy się napisem „produkt hipoalergiczny”, gdyż nie jest to gwarant braku alergii, a jedynie określenie o znaczeniu marketingowym, które w rzeczywistości niewiele wnosi do samej receptury. Przedrostek „hipo” znaczy ni mniej ni więcej, niż o zmniejszonym ryzyku alergizacji, ale wcale jej nie wyklucza. Sama niejednokrotnie doświadczyłam alergii na krem „apteczny”, który przez wiele osób traktowany jest jako „nadkosmetyk”. Ale o prawdach, mitach i kosmeceutykach innym razem słów kilka :-).
Wracając jednak do tematu :-) . Pożądanymi składnikami receptury kosmetyku (dla ułatwienia odnalezienia ich w formule preparatu podam także nazwy obowiązujące w systemie INCI) dla osób leczonych chemioterapią są:
- Alantoina (INCI: Allantoin) pochodna mocznika. Wykazuje działanie łagodzące podrażnienia oraz pozytywnie wpływa na proces regeneracji skóry.
- Pantenol (INCI: Panthenol, a konkretniej to D-panthenol, czyli prowitamina B5) ma właściwości nawilżające, uelastyczniające oraz łagodzące podrażnienia. Bardzo często w recepturze łączy się go z alantoiną, by wzmocnić działanie łagodzące i regenerujące.
- Gliceryna (INCI: Glycerin)- najlepiej wolna od palmitynianów (Palm- Free) jest związkiem silnie higroskopijnym o małej cząsteczce. Jest odpowiedzialna za utrzymanie odpowiedniego stopnia nawilżenia skóry. Zaleca się ją dla skóry podrażnionej, przesuszonej, ze skłonnością do pęknięć i zaburzeń rogowacenia.
- Witamina E (INCI: Tocopherol, Tocopheryl Acetate) jest eliksirem młodości. Związek przyspieszający regenerację naskórka, wygładzający i uelastyczniający blizny (także bliznowce-keloidy) oraz stanowiący naturalny filtr przeciwsłoneczny. Jest witaminą rozpuszczalną w tłuszczach, więc działa ochronnie na zewnętrzną warstwę tłuszczową naskórka, a tym samym wpływa na stan elastyczności skóry.
- Wyciąg z owsa (INCI: Avena Sativa (Oatstraw) Extract) działa zmiękczająco na naskórek, nawilża go. Ponadto przyspiesza proces regeneracji skóry i łagodzi podrażnienia, idealny nawet  dla osób z atopią.
- Arginina (INCI: Arginine) jest wyjątkowym aminokwasem przyspieszającym procesy naprawcze skóry. Wpływa pozytywnie na poziom nawilżenia. Łagodzi przebieg atopowego zapalenia skóry.
- Mocznik (INCI: Urea) jest składnikiem NMF (Natural Moisturizing Factor, naturalny czynnik nawilżający). Odpowiada za prawidłowe uwodnienie skóry. Zgodnie ze swoją budową i właściwościami silnie wiąże wodę, uniemożliwiając jej wyparowanie ze skóry. W recepturze kosmetycznej jest wykorzystywany syntetyczny mocznik. W stężeniach do 10% działa nawilżająco, w wyższych zaś wykazuje działanie keratolitycze, czyli złuszczające.
- Kwas mlekowy (INCI: Lactic Acid) w stężeniach nie przekraczających 4-5% w gotowej recepturze kosmetyku, wówczas korzystnie wpłynie na stopień nawilżenia skóry i unikniemy jego działania złuszczającego, które obserwuje się w wyższych stężeniach
- Oleje roślinne. Ważniejsze z nich to: arganowy (INCI: Argania Spinosa (Argan) Nut Oil), z jagód goi (INCI: Hellianthus Annuus Seed Oil, Lycium Barbarum Fruit Extract), jojoba (INCI: Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil), kokosowy (INCI: Coconut Oil), rycynowy (INCI: Ricinus Communis (Castor) Seed Oil), z czarnuszki (INCI: Nigella Sativa Seed Oil), z nasion bawełny (INCI: Gossypium (Cotton) Seed Oil), z pestek malin (INCI: Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil), z liści aloesu (INCI: Aloe Barbadensis Leaf Oil). Oleje działają przede wszystkim natłuszczająco i wspomagają regenerację. Uszczelniają powierzchnię warstwy rogowej naskórka.
Uważać należy na wosk pszczeli (biały INCI: Cera Alba; żółty INCI: Cera Flava) , jest używany jako stabilizator emulsji, lecz niestety często jest czynnikiem alergizującym :-( .
Jak już wyżej wspomniałam pielęgnację domową można (można nie znaczy trzeba) uzupełniać zabiegami w gabinetach kosmetycznych. Należy skonsultować taką decyzję z lekarzem prowadzącym, co związane jest z różnorodnością przypadłości onkologicznych jak i prowadzonym leczeniem. Zabieg powinien zacząć się od porządnego wywiadu, poznania potrzeb skóry klienta (klientki) i wskazań lekarza. Procedura zabiegowa jest dostosowywana indywidualnie, jak i użyte w trakcie zabiegu kosmetyki, nie ma tu złotej uniwersalnej zasady, którą możemy zastosować. Najczęściej zabieg odbywa się bez użycia aparatury kosmetycznej (mam tu na myśli sprzęt bazujący na ultradźwiękach, falach rf, prądach wszelakich, itp.), jednak wszystko jest uzależnione od umiejscowienia i rodzaju nowotworu oraz etapu leczenia, stąd tak istotna jest konsultacja lekarza.
Jako czynny zawodowo kosmetolog, z doświadczenia wiem, że wizyty w gabinecie kosmetycznym są relaksem dla duszy i ciała, dającym psychiczny komfort i lepsze samopoczucie. Nawet manicure, czy pedicure potrafi zdziałać cuda (a część osób leczonych chemioterapią boryka się z erytrodyzestezją dłoniowo -podeszwową, więc jak najbardziej wskazane powyższe zabiegi), jeżeli   o psychikę chodzi. Ja byłam w tej komfortowej sytuacji, z racji wykształcenia, że sama pielęgnowałam się w każdym calu (domowa pielęgnacja plus dozwolone przez lekarza zabiegi kosmetyczne).

Najważniejsze to nie bać się pytać (lekarzy, kosmetyczek, farmaceutów)- koniec języka za przewodnika :-) , czytać składy preparatów (bądź samemu skomponować kosmetyk) i zadbać o pielęgnację domową. Jeszcze raz dbać, dbać, dbać... Skóra będzie bardzo wdzięczna i szybko da to po sobie poznać :-)

Źródła:
Marzec A., Chemia kosmetyków, Wyd. Dom Organizatora, Toruń 2005.
Dwilewicz- Trojaczek A., Wasiutyński A., M. Frączek, Onkologia w praktyce, Wydawnictwo Lekarskie PZWL, Warszawa 2013.
Kułakowski A., Skowrońska- Gardas A., Onkologia, Wydawnictwo Lekarskie PZWL, Warszawa 2003.